Freelancer czy praca na etat? Szukam odpowiedzi.

Czy warto zostać freelancerem? Jakie są zalety tego sposobu zarządzania swoim zawodowym czasem? I jakie są korzyści pracy na własną rękę?

Chciałabym na te i inne pytania odpowiedzieć w niejednym wpisie. Jednak na tą chwilę będzie mi bardzo ciężko. Po tym jak zakończyłam współpracę z agencją spiders.agency i grupą spider’s web postanowiłam nie wiązać się z nikim na stałe – przynajmniej na razie.  Chciałam przyjmować tylko zlecenia na design i ux. Zaczęłam wrzucać więcej rzeczy na takie marketplace’y jak creative market i etsy. Zajęłam się też remontem i swoim zdrowiem.

I tak wytrwałam zaledwie miesiąc, podczas którego wpadło mi zlecenie od firmy, w której pracę niedawno rozpoczął Maciek. Dwa tygodnie kodzenia upłynęły sprawie i szybko. Ostatecznie skończyło się to propozycją stałej współpracy. Postanowiłam z niej skorzystać. Zobaczyć jak to jest znów pracować z biura, poświęcać pracy ok 8h dziennie. I jak dotąd pracuję tak 2 tygodnie. Firma ma ogrom zalet. O niej samej nie mogę słowa złego powiedzieć (poza jednym – Basecamp 😋)!

Czy jestem jednak w stanie wychwalać ten tryb pracy? Czy jestem do niego stworzona? Tego jestem pewna. Nie. Jestem odludkiem i lubię sama decydować czy pracuje w dzień czy w nocy. Chyba nic poza poranną kawą nie pobudza mnie tak jak podróż środkami komunikacji miejskiej w godzinach szczytu. Bardziej od marnowania jedzenia, nie lubię marnowania czasu. A tak myślę o ok 1.5-2 godzinach w ciągu dnia spędzonych na przystankach, w tramwajach  Jest to czas, który w ciągu ostatnich 5 lat potrafiłam spożytkować o wiele lepiej. O wiele.

Poza tym czy tryb 8h ma faktycznie sens w pracy zadaniowej? Czy nie powinna to być górna granica wyznaczająca ludzką wydajność? Jeżeli na dzień X zakończę pracę przed upływem tego czasu i wrzucę swoje taski na in review to czy ma sens abym patrząc na zegarek szukała dodatkowych rzeczy ponad korek, które sprawią, że “wysiedzę” swoje?

O ile praca zdalna w moim przypadku bardzo często wiązała się z nadgodzinami to z perspektywy czasu widzę, że często była to moja wina. Po prostu nie szanowałam siebie i swojego czasu aby po 8h wyłączyć komputer i porobić coś zupełnie innego. Asertywność nie jest moją mocną stroną, wcale nie jest moja stroną. A stopień z jakim przejmuję się wszystkim i wszystkimi sięga zenitu. Przesadnie. Co niestety też potęguje stres, problemy zdrowotne, etc.

Po 2 tygodniach pracy etatowej na pewno nie jestem w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji o powrocie na swoje. Jednak nie wykluczam tego. Ciężko walczyć z przyzwyczajeniami. Dam sobie jeszcze nieco czasu, może zmieni się moje nastawienie, może zadzieje się coś co samo rozwieje jakiekolwiek wątpliwości. Poczekam i zobaczę, jednak tym razem nie będę czekać za długo.

W międzyczasie chcę ogarnąć dwie książki, których tytuły i opisy dobrze trafiają w moje aktualne potrzeby. Są nimi “Magia olewania” i “Powoli. Jak żyć we własnym rytmie”.