Moje zmiany żywieniowe, etap 2 – słodycze

Nie jestem fanką noworocznych postanowień. Właściwie nigdy ich nie stosuję. Nie uważam zmiany kartki w kalendarzu za konieczny i skuteczny sposób na wprowadzanie zmian w życiu, nawet niewielkich.

Mam wrażenie, że większość takich postanowień nie wytrzymuje próby czasu i już w połowie stycznia wracamy do stanu wyjścia. Przykład? Byliście kiedyś na siłowni zaraz po nowym roku? Roi się wtedy od ludzi z voucherami, wielkimi planami na zrzucenie kilogramów do lata i wskoczenie w najmniejsze ciuchy jakie są w sklepach, jednak już w połowie stycznia tłum maleje. Przypadek? Nie sądzę 🙂

Moje zmiany żywieniowe – etap 1

Pomimo mojego podejścia do tematu wdrożyłam w życie jedną, dość dużą zmianę, która akurat wypadła na przełomie 2017/2018 roku. Nie jest to postanowienie, a po prostu chęć i potrzeba. Zmianą tą było odstawienie alkoholu. Całkowite. Nie byłam pewna czy ta zmiana na pewno ze mną zostanie, czy uda mi się faktycznie nie pić w ogóle alkoholu. Chęć była podyktowana kwestiami głównie zdrowotnymi. Obecnie bawię się w naprawianie swojej kondycji i reguluję problemy zdrowotne, które pojawiły się w międzyczasie i mają wpływ na codzienność. Mam nadzieję, że prędzej czy później wyjdę na prostą.

Rezygnacja z alkoholu to nie tylko konieczność polepszenia wyników badań, ale też ogólna kondycja i oderwanie się od czegoś co może uzależnić. Bywały momenty kiedy nie było tygodnia, w ciągu którego nie spróbowałabym nowego piwa. Będąc fanką tego napoju chciałam być na bieżąco, ale biorąc pod uwagę fakt jaki obecnie jest wybór rodzajów piwa i browarów – musiałabym przynajmniej kilka razy w tygodniu odwiedzać dobrze zaopatrzony sklep. Nie chciałam bardziej się wkręcić. Po nowym roku zrezygnowałam z alkoholu. Nie było to aż tak proste, ale po 2 tygodniach zniknęła jakakolwiek chęć powrotu do wcześniejszych przyzwyczajeń. I tak jest do dnia dzisiejszego. Jedyną odskocznią jaka pojawia się czasami jest piwo bezalkoholowe. Zaraz kilka osób mnie zjedzie, ale serio – niektóre są nawet niezłe w smaku i biorąc pod uwagę, że ich sprzedaż mocno wzrosła – mam nadzieję, że wybór niebawem będzie jeszcze większy. Najważniejsze dla mnie –  nie powodują chorowania następnego dnia. Tego w tym wszystkim najmniej mi brakuje – nie cierpiałam syndromu dnia następnego. Nawet niewielka ilość alkoholu powodowała zgon i niechęć do życia. Czasami stan ten pochłaniał sobotę i skracał weekend. Na szczęście nie muszę się o to już martwić.

W internecie można znaleźć wiele poradników pt “nie piję alkoholu od kilku dni, zobacz jak to na mnie wpłynęło”, “odstaw alkohol a będziesz wyglądać na 10 lat młodszą”, etc. No cóż, nie mogę czegoś takiego tutaj opisać. Nie zaobserwowałam u siebie ogromnej różnicy w jakości cery czy spadku wielu kilogramów w krótkim czasie. Może dlatego, że alkohol nie stanowił większości w mojej diecie a styl imprezowy nigdy nie był moją domeną. W dodatku od problemów z hormonami, które pojawiły się w podobnym okresie czasu w połączeniu z AZS mam wrażenie, że moja skóra – owszem wygląda młodziej – jak u nastolatki z pryszczami od góry do dołu 😀

Czy kiedyś wrócę do alkoholu – szczerze mówiąc nie wiem. W tej chwili wręcz wydaje mi się to mało prawdopodobne.

Czas na słodycze

W minione święta bardzo mocno przejadłam się słodkimi rzeczami, ciastami, ciasteczkami, piernikami itp. Jakiś czas wcześniej też za dużo pozwalałam sobie na słodkości. Miałam wyrzuty sumienia i moja waga nieco pogorszyła mi statystyki miesięczne w tym czasie. Dlatego od kilku dni mam detox od tego typu produktów. Mam plan na odstawienie słodyczy, podobnie jak wcześniej alkoholu. Tutaj margines jest nieco większy – na pewno z menu znikną produkty, do których dodawany jest w bezlitosnych ilościach cukier w sposób przemysłowy. Muszę pożegnać się z ulubionymi Hitami i żelkami. Na pewno z menu nie znikną desery i śniadania przygotowywane własnoręcznie z dodatkiem miodu. Nie mam zamiaru też rezygnować owoców i produktów mlecznych. Na jogurty akurat bardzo trzeba uważać, bo wielu producentów traktuje je jak cukiernice, w dodatku dodaje tłuszcz niskiej jakości i mleko w proszku – to połączenie to istne zło.

Rezygnacja ze słodyczy na pewno będzie dla mnie trudniejsza niż w przypadku alkoholu. Ale mam nadzieję, że w tej dziedzinie też mi się uda 🙂

Zdjęcie pochodzi z unsplash.

Cześć, używam plików Cookies

Używam informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych oraz w celu dostosowania strony do użytkowników. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z mojej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Ok, rozumiem Zobacz więcej